11:45

Majkowe LektUry

Majkowe LektUry
Dziecię me prawie trzymiesięczne zaczytuje się w książkach ;) No może nie do końca ;) Muszę przyznać, że książeczki kontrastowe to świetny wynalazek zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Mała ma frajdę z oglądania obrazków i słuchania mojego głosu, a ja ćwiczę wyobraźnię wymyślając różnorakie historyjki.


Kto by pomyślał jeszcze rok temu, że będę wymyślać bajki o małych gryzoniach :) Kocham kocham kocham bycie mamą!



 Wszystkim serdecznie polecam wspólne chwile z książeczkami kontrastowymi :)



06:30

Nasz pierwszy raz

W sobotę odbyło się dla nas przełomowe wydarzenie. Po raz pierwszy karmiłyśmy się publicznie :) Wszystko wyszło dosyć spontanicznie i bardzo naturalnie. Wybrałyśmy się na krótki spacer, ale pogoda była tak sprzyjająca, że szłyśmy i szłyśmy... W drodze powrotnej Mała zgłodniała i dała o sobie znać. Nie było szans, żeby szybciutko wrócić do domu. Znalazłam ustronną ławeczkę w parku i dawaj :)

Byłam zdziwiona, że nikt nie zwracał na nas uwagi. Może to tylko moja chora wyobraźnia imaginowała, że za publiczne karmienie mogę zostać ukamienowana? Nie byłam zawstydzona - to też mnie zdziwiło, bo wcześniej wydawało mi się, że będę okropnie się wstydzić.
Myślę, że pomocne było to, że ławka znajdowała się na uboczu i okryłam się pieluszką. Nic nie wystawało, ale było widać, że karmię, chociażby przez ułożenie Maleństwa. W czasie ciąży publiczne karmienie przyprawiało mnie o ból głowy. Myślałam, że nie dam rady, że nie będę wychodzić przez to z domu. Okazuje się, że wszystko jest możliwe. No więc pierwsze koty za płoty :)

Spacer zaliczam do jak najbardziej udanych :) Niestety ostatnimi czasy Mała bardzo protestuje i rzadko kiedy chce jechać w wózku.. Zastanawiam się poważnie nad zakupem chusty. Szukam bezpłatnych warsztatów chustowania w Krakowie, ale niczego nie znajduję. Pewnie będę musiała skorzystać z płatnych zajęć.

07:03

Przygody z pępuchem

Majuchna kończy dziś 10 tygodni! Sto lat Mała :)

Dwa tygodnie temu pożegnała się ze swoim dobrym przyjacielem - pępuchem. Jakoś tak nie chcieli się rozstać i byli ze sobą przez 8 tygodni.

Przy wypisie ze szpitala zostaliśmy dokładnie poinstruowani jak zajmować się pępkiem. Zalecono nam przemywać kikut octaniseptem. Następnego dnia odwiedziła nas położna, która potwierdziła to, co powiedziano nam w szpitalu. Twierdziła, że pępuszek jest ładny, a na kolejnej wizycie nie będzie już po nim śladu. I tak mijał tydzień za tygodniem, aż w końcu położna poleciła przemywać spirytusem. Skubaniec jednak za nic w świecie odpaść nie chciał.

Na rutynowej wizycie u pediatry dostaliśmy skierowanie do chirurga dziecięcego. Trochę się tego obawiałam, ale wujek google opisał mi cały zabieg zaciskania nitką pępka, więc szybciutko się uspokoiłam. Czy to koniec przygody? O nie nie nie. Pan chirurg dokładnie obejrzał pępowinkę i stwierdził, że nie będzie jej ruszał:/ Wpadliśmy w lekką konsternacje. No bo jak to? A nitka? A szast prast i po strachu? Wyznaczył nam termin kontroli za 10 dni. Oczywiście nic się do tego czasu nie zmieniło, a pan doktor znowu nie chciał nic zrobić. Postanowił jednak trochę pępkiem poruszać i na całe szczęście kikut został mu w szczypcach :)

Troszkę nam z tym odpadaniem pępowiny zeszło. Niestety spotkaliśmy się z milionem opinii na ten temat. Okazuje się, że nie ma jakiegoś ściśle wyznaczonego czasu, w którym pępek ma odpaść. Naczytaliśmy się, że tak późne oddzielanie się kikuta może świadczyć o jakichś poważnych problemach zdrowotnych itp. Nikt nie potrafił nam powiedzieć wprost czy to normalne, czy nie. Muszę przyznać, że najedliśmy się strachu.

Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i już prawie o pępku nie pamiętamy :)

Copyright © 2016 MamusiOOwo , Blogger