07:32

Nałogi w ciąży

Do napisania tego posta zostałam zainspirowana przez Potworę . Chciałabym uświadomić mamom z brzuszkiem, że da się porzucić nałóg dla wyższego dobra.

W moim domu zawsze się paliło. Chyba właśnie przez to sama nigdy nie sięgnęłam po papierosa. Bardzo zależało mi na tym, żeby tata przestał palić. Nie chodziło mi nawet o moje bierne palenie, ale o jego zdrowie. Zawsze powtarzał, że papierosy rzuci po skończeniu 50 lat. Jak już nadeszły te oczekiwane urodziny, tata odwrócił kota do góry ogonem i stwierdził, że co prawda mówił, że rzuci po 50-tce, ale nie mówił kiedy dokładnie. W końcu postawiony pod ścianą obiecał, że pożegna się z nałogiem wtedy,  jak będzie miał wnuka lub wnuczkę. Cwane to było z jego strony, bo nie planowałam w ciągu najbliższych lat dziecka. Żadne znaki na ziemi i niebie nie wskazywały na to, że tata zostanie dziadkiem. Aż tu nagle... nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak ;) w brzuchu pojawiła się Majka. A że słowo się rzekło... Dziadek podszedł do sprawy bardzo poważnie. Wiedział, że łatwo nie będzie, więc na początek zdecydował się na elektronicznego papierosa. Niby to dalej papieros, ale bez substancji smolistych i trucia osób w najbliższym otoczeniu. Po jakimś czasie można zmieniać natężenie procentowe nikotyny, dopóki nie zejdziemy do zera. Teraz tata jest już na poziomie 0 i tylko podpala sobie elektronika ze względu na przyzwyczajenie.

Mam nadzieję, że kogoś zainspiruje ta historia. Jak widać nawet palacz z 30 letnim stażem jest w stanie porzucić nałóg.

06:30

Mały Wielki Dramat

Nikt przy zdrowych zmysłach nie chce skrzywdzić swojego dziecka. Niestety wypadki się zdarzają nawet najbardziej uważnym rodzicom. Małe dzieci są ruchliwe, gibkie, sprężyste... wystarczy moment nieuwagi i nieszczęście gotowe.

My jesteśmy właśnie po pierwszej takiej wpadce. Majka ma zawsze obcinane paznokcie wtedy jak śpi. Czynnością tą zajmuje się jej tata. Zawsze jest bardzo uważny i dokładny. Niestety wczoraj przez przypadek pod obcążki dostał się kawałek opuszka, kawalątek dosłownie. Mała w ryk, pociekło kilka kropelek krwi, szybko spsikaliśmy octeniseptem i raz dwa się uspokoiła. Dziś już nie ma po tym śladu.

W wypadku najbardziej ucierpiał Majkowy tatuś. Ileż on się naprzepraszał, ile sobie zarzucał, że jak mógł, że złym tatą jest.. Pocieszałam go i tłumaczyłam, że takie rzeczy się zdarzają, że to normalne. Stanęło na tym, że teraz nie ma Majce kto obcinać paznokci.

Ot. Taki mały wielki dramat.

05:37

Jedzeniowe dylematy...

Zawsze myślałam, że dziecko karmione piersią żywi się tak do ukończenia 6 miesiąca życia. Aż tu nagle w poradnikach, książkach, czasopismach znajduję informację, że w 6 miesiącu należy już dziecku podawać inne pokarmy. Niestety moich wątpliwości nie rozwiała pediatra na zastępstwie, która stwierdziła, żeby podawać zupki jak Mała skończy piąty miesiąc.
O co tu chodzi? Dlaczego są dwie wersje? Nie chcę Majce zaszkodzić w żaden sposób, a nie wiem co robić:/ Co prawda jeszcze dwa tygodnie zanim skończy 5 miesięcy, ale już mnie drażni ta rozbieżność informacji.

Druga kwestia dotyczy podawania glutenu. Tutaj niby wszystko jest jasne - podajemy po 4 miesiącu po łyżeczce dziennie. Tylko w jakiej formie? Jak matka głupia, tak wpadła na pomysł, że znajdzie kaszkę z jakiejś dziecięcej firmy. I co? Nie dość, że się natrudziłam w znalezieniu kaszki manny, to okazało się, że w składzie ma milion innych rzeczy, w tym cukier (bobovita). Zdecydowałam się kupić zwykłą mannę  w spożywczaku. Nie mam pojęcia jaką ma mieć konsystencję, w związku z tym Majka dostaje raz kaszkę wodnistą, a raz stałą.

Trzecia sprawa: BLW czy zupki/słoiczki? Wydaje mi się, że najlepiej będzie połączyć obie metody karmienia. Nie wiem czy to się powiedzie, ale rozsądek podpowiada mi, że może się sprawdzić taki mix.

Jak już wszystko będzie ustalone to pozostaje kupić krzesełko i zastawę. Możliwości wyboru są przeogromne niestety, więc już intensywnie rozglądam się za odpowiednimi rzeczami.

14:09

Poszczepiennie

Jesteśmy już po ostatnim szczepieniu w tym roku. Majka była bardzo dzielna i tylko raz krzyknęła. Uśmiechała się do pani doktor i pielęgniarek. Jestem z niej bardzo dumna.
Niestety nasza pani doktor jest na urlopie, a pani na zastępstwie pomimo tego, że jest bardzo miła, to jakoś tak nie do końca odpowiadała na moje pytania.
Mała jest w trakcie swojego 5 miesiąca życia, więc należy zacząć podawać jej gluten i myśleć nad rozszerzaniem diety. Dowiedziałam się tylko tyle, żeby podać teraz gluten, a po 5 miesiącu zupę. Ale jak, z czym, w czym, po co, na co? Na szczęście zaopatrzyłam się w fachową literaturę.
Na dziwną zmianę na czole lekarka poleciła stosować krem dla noworodków aquastop. Po przeczytaniu składu ręce mi opadły.. Na pewno go nie kupimy. Nie mam pojęcia skąd jej się to wzięło. Jest to taka plama różowa, która czasami blaknie i robi się brązowa, czasami się łuszczy. Ma to już drugi miesiąc. Na pewno nie jest to skaza białkowa, ani uczulenie na kosmetyki. Hm.. Muszę się poradzić kogoś kompetentnego.

Mała waży 5725 g i mierzy 65(!) cm. Duma mnie rozpiera :)

06:36

Niby taka zwykła grzechotka...

Niby taka zwykła grzechotka...
Jakiś czas temu przeglądając blogi natknęłam się na krótki opis zabawek-grzechotek firmy Oball. Koncepcja ciekawa, ale czy warta swojej ceny? (ok.40-60 zł) Jakoś się nie mogłam przekonać do wydania sporej kwoty na zwykłą piłeczkę.
Kilka tygodni później (mniej więcej wtedy, gdy Majka skończyła 3 miesiące) w sklepach Biedronka można było dostać produkty Oball za 17,99 zł. Skusiłam się, chociaż muszę przyznać, że dalej nie byłam przekonana.
A teraz? A teraz wszystkim polecam! Ta mała różowa piłka zrewolucjonizowała zabawę Majki. Dzięki niej Mała nauczyła się chwytać zabawki i teraz sięga łapami po wszystko. Cieniutkie boki grzechotki idealnie pasują do małej rączki i zachęcają do aktywności.
Polecam gorąco szczególnie dla takich 3-4 miesięcznych dzieciaków. U nas sprawdza się świetnie.



04:33

Ząbkujemy

Ledwo Mała przebrnęła przez trudny okres nazywany czwartym trymestrem, a już dopadło ją ząbkowanie. Jesteśmy bardzo zmęczeni, chociaż mogłabym być bardziej wyczerpana, żeby tylko Majka nie musiała przez to przechodzić.
Ślini się niemiłosiernie, apetytu nie ma, za to jest biegunka, rozżalenie, płacz, krzyk. Staramy się jej pomóc, ale naprawdę niewiele pomaga. Masujemy dziąsełka, stosujemy żel Calgel, tulimy, nosimy, śpiewamy..
Pozostaje przeczekać. W przyszłym tygodniu mamy szczepienie. Liczę na to, że pediatra będzie mieć jakieś niezawodne sposoby jak przetrwać ten trudny okres.
A jak było u Was? Co pomagało Waszym Szkrabom?

00:05

Bulwers!

Jestem świeżo po lekturze artykułu na portalu gazeta.pl o tym, jak wyproszono z restauracji kobietę karmiącą dziecko...
A raczej została wyrzucona przy pomocy policji! Czy to jest normalne?
A najgorsze są komentarze pod artykułem w stylu: dziecko nie zapłaciło za posiłek, a jadło, do restauracji nie przychodzi się z własnym jedzeniem.
Ręce mi opadły.
Do poczytania tutaj: http://wyborcza.pl/1,75477,14205224,Belgijski_dyplomata_wyrzucony_z_restauracji__bo_zona.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk#Cuk
Copyright © 2016 MamusiOOwo , Blogger